Leonarda Bukowska Leonarda Bukowska
2978
BLOG

Zamach stanu i niedzielna manifestacja

Leonarda Bukowska Leonarda Bukowska Polityka Obserwuj notkę 174

       Ktoś, kto wybiera się na upamiętnienie ofiar stanu wojennego czy na zwykłą - wydawałoby się - manifestację poparcia dla legalnie wybranego rządu i urzędującego Prezydenta RP zupełnie nie spodziewa się, że będzie uczestniczył w czymś wielkim, wręcz historycznym, co odbije się szerokim echem w samej Brukseli i wywrze kolosalny wpływ na przyszłe pokolenia. A tu nagle okazuje się, że bieg zdarzeń wyprzedza wszystko, co świat do tej pory widział. Bo oto przybyli na manifestację 13.12. w centrum Warszawy dowiadują się, że uczestniczą w zamachu stanu.

       Należy zacząć od uporządkowania spraw a więc od samego przebiegu zamachu. I tu pojawia się pierwszy problem. Czy zamachem stanu były wygrane wybory przez Andrzeja Dudę i przez PiS czy też była nim pokojowo przebiegająca manifestacja 13.12.? Ponieważ prawidłowości wyborów nikt nie kwestionuje, to być może chodzi o manifestację. Za tym wariantem przemawia jednoznaczne wzmożenie pana Schulza właśnie od niedzieli, zapewne po liczebnym porównaniu obydwu demonstracji. Powinien on jednak sprawę tak czy tak dokładnie wyjaśnić, bo w końcu dla PE może wyjść wszystko bardzo głupio. A z punktu widzenia Polski debata wcale nie musi okazać się czymś fatalnym - o ile oczywiście nasi politycy okażą się do niej dobrze przygotowani, na co zresztą mam nadzieję i na co liczę.

       Ale wróćmy teraz zgodnie z zapowiedzią do zamachu stanu i do manifestacji, w której miałam okazję uczestniczyć. Zdaniem Ratusza 15tys. uczestników (zamachowców?), zdaniem organizatorów 80tys., sama po obiegnięciu i ogarnięciu terenu zbiórki i przemarszu oceniłam ilość uczestników na ok.100tys. - czyli dane organizatora są całkowicie realne (20% błędu obliczeniowego zakładają także profesjonaliści). Wspaniała atmosfera, powaga, spokój na wiecu (hasła były skandowane dopiero w trakcie przemarszu), skupienie i modlitwa. Kilka przemówień, recytacja i apel pamięci w morzu biało-czerwonych flag. Wszyscy stojący obok mnie komentowali i podkreślali odmienność atmosfery w stosunku do manifestacji z dnia poprzedniego domagającej się krzykliwie i całkowicie jawnie obalenia legalnie wybranych władz RP. I - co robiło chyba największe wrażenie - tłumy ludzi mimo deszczu i naprawdę złej pogody.

       Po przemówieniach, modlitwie i złożeniu wieńców pod pomnikiem Witosa uczestnicy marszu - a zdaniem europejskich guru i wspierających ich mediów po prostu zamachowcy - przeszli Alejami Ujazdowskimi. Cały czas było spokojnie, nie było prowokacji ani awantur. Kilka razy krewcy chłopcy próbowali wykrzykiwać "Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę" ale hasło nie przebijało się aż tak bardzo, masa manifestujących była nastawiona pokojowo i zaczynała wtedy skandować "Andrzej Duda" tudzież "Beata, Beata". Mnie osobiście bardzo podobało się hasło "Komorowski oddaj meble" - całkowicie apolityczne i jak znalazł na zamach stanu. I jeszcze należy koniecznie wspomnieć o innym haśle skandowanym przez maszerujących - "Obronimy Prezydenta". I to powinno sobie warcholstwo wszelkiej maści i sort, o którym mówił Jarosław Kaczyński, dokładnie zapamiętać - Z TYM PREZYDENTEM NIE PÓDZIE TAK ŁATWO, BĘDZIE MIAŁ GO KTO BRONIĆ.

       Ponieważ wszystko odbywało się na spokojnie i poważnie a organizator prosił o nieprzynoszenie własnych transparentów (i słusznie, bo doświadczenie mówi, że na PiSowskie imprezy lubi sobie wpaść ten czy inny prowokator), nie było też większych sensacji wartych odnotowania. Może z wyjątkiem wypatroszonej półtuszy lisa oraz klatki na lisa. Tę pierwszą widziałam tylko na nagraniach, klatka na ssaka pojawiła się natomiast gdzieś w moim rewirze i miała wymiary jedynie symboliczne, znacznie mniejsze niż konieczne do prawdziwego zamknięcia lisa lub człowieka w naturze. Z wpisu Dawida Wildsteina wiadomo, że siły porządkowe marszu prosiły właściciela kolażu/inststalacji (??? - trudno powiedzieć) o usunięcie wizerunku martwego ssaka z manifestacji, co czyni krzyki redaktora (Lisa) o dyktaturę bezprzedmiotowymi, skoro nawet służby porządkowe PiSu o niego dbają (to nie mojego autorstwa - powtarzam za D.Wildsteinem). Jaki był dalszy los wypatroszonego zwierzęcia i klatki - nie wiem.

       Zgromadzenie zakończyło się przed siedzibą TK, nikt nie wtargnął na teren Trybunału ani nikt nie domagał się krwawej zemsty na Rzeplińskim (zapewne ku ubolewaniu "obrońców demokracji"). Tak więc zarówno Lis jak i częściowo konstytucyjny sędzia - obydwoje "ofiary dyktatury" - mogą dalej spać spokojnie. I tak wyglądał cały ten zamach stanu z bliska. Dla mnie był to - niestety - koniec dnia, gdyż z powodu rozpoczynającej się infekcji grypowej i przydługiego stania na wietrze i deszczu musiałam uciekać do domu. Gdyby nie to, na pewno wybrałabym się wieczorem pod dom Jarosława Kaczyńskiego. Żadnej przemocy oczywiście - jakichś tam pałek czy maczet, uchowaj, to metody Antyfy. Jednak typowo damski gadżet doskonały do przepędzenia warcholstwa spod domu Prezesa PiSu, czyli solidna, staromodna parasolka (żadna tam składana) była przygotowana. I - uwaga - będzie szła w użycie, dopóki "demokracja" nie przestanie rozgłaszać po kraju i po Europie, że Prezes PiS to Jaruzelski, Hitler i NSDAP na dodatek.

Obserwuję z dużym niepokojem i opisuję Polskę posmoleńską. Poza tym zdarza mi się czasami opisywać inne sprawy.

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka